Dodał: |
Aktualizacja: |

Każdy, kto podróżuje wie, jaka jest pierwsza bariera, gdy dociera do nowego miejsca. Wiadomo, tubylcza mowa oczywiście!

Nie jest żadną przyjemnością dla dorosłego, stać się nagle niemym, z powodu bariery językowej. Teraz czas na zagadkę: język uniwersalny, ani angielski, ani esperanto. Co to za język? Odpowiedź brzmi: język ciała – rąk i twarzy, czyli gestykulacja. Ona pomoże pewnie w niektórych sytuacjach. Niestety nie nadaje się do wyrażania bardziej subtelnych pytań, ale i potrzeb życiowych lub spraw przyziemnych. Szczerze mówiąc, nie umiałbym, jako nowo przybyły migrant Polakowi zadać pytania: „gdzie jest Urząd do Spraw Cudzoziemców, moja tygodniowa wiza się kończy”.
Język to podstawowe narzędzie, nie tylko  integracyjne.


Znajomym z Afryki powtarzam od lat, że jak mają się kłócić gdziekolwiek w Polsce, niech będzie to w miejscowym języku. Dla skuteczności i rozładowania atmosfery (nie zawsze). No bo kto nie lubi tego uroczego akcentu cudzoziemca? Akcent Polaka mówiącego po francusku lub wolofsku (senegalski język), Senegalczyka czy Wietnamczyka gadającego po polsku. Ten urokliwy akcent jest czystą przyjemnością dla tubylca, szczególnie w pierwszym okresie pobytu. Pamiętam do dziś (kiedy to było!) swój pobyt w Studium języka polskiego dla cudzoziemców w Łodzi. Pierwsze tygodnie po rozpoczęciu kursu językowego były niesamowite w akademiku nr XIII. Grywaliśmy w piłkę na tyłach akademika, sami cudzoziemcy: z Kamerunu, Mali, Senegalu, Maroka, Madagaskaru, Panamy, Nigerii, Gujany, Wietnamu... i jak elegancko łamaliśmy kości gramatyczne mowy Reja. „hej, kolega, daj piłka!” To zdanie, które najczęściej padało na boisku. Nie wspomnę już o rozmowach w kuchni w akademiku. Dziwię się, że do dziś, żaden polski reżyser nie zrobił komedii, o pierwszym miesiącu pobytu cudzoziemca w Polsce.

Język wcale nie jest aż taką barierą, jak się wydaje. Przynajmniej, nie dla wszystkich cudzoziemców. Dla wielu przybyszów z Afryki Subsaharyjskiej, jest to kolejny kwiatek bogatego ogrodu lingwistycznego. Rzadko można spotkać Afrykańczyka z południa Sahary, który zna tylko jeden język. Osoby, które spotkałem nad Wisłą znają  po 2-3 języki. Angielski, portugalski lub francuski są opanowane przez grupę studentów; w lepszym lub trochę gorszym stopniu w pisowni przez pozostałych imigrantów. Do tych zachodnich dodać 1-2 języki grup etnicznych i stajemy przed poliglotą. To ułatwia naukę kolejnych języków, w tym polskiego.

Wracając do języka jako podstawowego narzędzia integracji dla cudzoziemca, przypominają mi się warsztaty mojej grupy na dwóch poprzednich forach projektu Polityki Migracyjne w Krakowie i Lublinie. Długo debatowaliśmy na temat, jak skutecznie pomóc imigrantom w nauce polskiego. Jest tylko jeden sensowny sposób: ta nauka powinna być obowiązkowa i darmowa.. Po drugie: pokonać trudną barierę mentalną, szczególnie od strony samych Polaków. Chodzi o myśleniu o mowie Reja jako o obcym języku. To subtelna, ale bardzo ważna różnica. Takie podejście pozwoli obniżyć językowy płot bariery integracyjnej.

Nie tylko językiem człowiek żyje. Wiadoma rzecz, jak mawiają na warszawskiej Starej Pradze. Gdzie praca? Tu nie wspomnę o dachu nad głową, ubezpieczeniu ani o edukacji i pomocy społecznej.

Po kolei. Imigrant to aktywny człowiek. Nie piszę tu o uchodźcach, których zmuszają do podróży inne powody niż tylko ekonomiczne w przypadku większości imigrantów.
Mając plany, silną ambicję i mocne postanowienie, współpraca społeczeństwa przyjmującego z imigrantem powinna tak naprawdę pójść gładko. Chyba, że ktoś nie chce kogoś u siebie!


Język i praca są kluczowymi aspektami tego nieplanowanego spotkania imigranta z Polakami. Praca rozwiązuje mnóstwo spraw: mieszkanie, ubezpieczenie, szkołę dla dzieci. Najważniejsze wtedy jest to, że taka osoba nie potrzebuje opieki społecznej. Premier Wielkiej Brytanii zarzucał właśnie Polakom, że przyjeżdżają i żerują tylko na tych funduszach. To było całkiem niedawno, przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Mnie się wydaje, że imigrantowi nigdy nie chodzi o to, by nie pracować. Wszędzie na świecie, czy to grupa Meksykanów naciskająca na drutykolczasty przy granicy z USA, czy to Afrykanie czekający na dogodny moment, by dostać się do hiszpańskich miast - Ceuta i Melilla - na terenie Maroka i znaleźć się w ten sposób w strefie Schengen; czy Polaków (na łatwiejszych zasadach) emigrujących do Anglii czy Irlandii. Tym wszystkim ludziom chodzi o znalezienie pracy. Każdy oferuje swoje ręce i swój umysł społeczeństwu przyjmującemu.

Do barier integracyjnych zaliczam naturalnie samą atmosferę pracy w urzędach i instytucjach, które cudzoziemcy muszą koniecznie zwiedzać. Nie da się ominąć np. Urzędu do spraw cudzoziemców. Życzliwość w tych stresujących miejscach jest bardzo mile widziana. Nawet osoba, która nigdy nie podróżowała, może przypomnieć sobie klimat egzaminów. Kiedy czekamy na korytarzu, a pan profesor przyjmuje klienta na egzaminie ustnym. Nerwy i nerwy. Może taką adrenalinę trzeba pompować do potęgi w przypadku osoby czekającej na decyzję o pobyt. W urzędach oczywiście się poprawia. Pamiętam dawniej kolejki do Urzędu do Spraw Cudzoziemców, i na Kruczej i na Andersa. Dziś są na Długiej (Urząd jest mobilny, jak zresztą jego klienci-nomadzi). Słyszałem od rodaka, że pewna grupa cudzoziemców pobiera sporo numerków (musi to być dobrze zorganizowana grupa kilku osób) potem nimi handluje. Wydawało mi się, że skończyły się uciążliwe kolejki. Byłem przekonany, że system informatyczny z numerkami wyeliminuje  patologię związaną z kolejkami.  

Na ostatnim forum Miejskich polityk migracyjnych w Lublinie, rozmawialiśmy na temat braku znajomości języków obcych u pracowników placówek zajmujących się legalizacją pobytu lub pracą cudzoziemca. Jest to bardzo dokuczliwe, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Myślę, że i na to przyjdzie czas, bo polityka integracyjna nie raczkuje już.

À propos terminu „państwa trzecie”, może kilka słów. Kiedy słyszę „trzeci”, przychodzi mi na myśl wiersz La Fontaine'a o dwóch złodziejach i ośle (wydany w 1668r). Dwaj tacy kłócili się o to, który ma ukraść osła. Kiedy trwała bójka między nimi, pojawił się ten „trzeci ” i zabrał zwierzę. To wiersz z czasów szkoły podstawowej w Dakarze. „Ten trzeci”  ma tutaj taką rolę dwuznaczną: pojednania, ale i cwaniactwa. Rozumiem, że kraj przyjmujący jest tym „pierwszym”; natomiast „drugie”- to inne państwa UE. Na końcu ta cała „trzecia”. Zostawiam temat do refleksji!

Obywatele państw trzecich głosu nie mają: partycypacja polityczna jest niezwykle ważnym elementem strategii integracyjnej. Udział w wyborach, decydowanie o władzach lokalnych, pełna partycypacja w organizacjach społecznych migrantów to traktowanie ich jako pełnoprawnych obywateli. Komu się takie podejście nie opłaca. Skoro celem integracji jest harmonijne funkcjonowanie cudzoziemców w społeczeństwie przyjmującym, to jakie mogą być argumenty przeciw umożliwieniu im zabierania głosu w sprawach, które ich dotyczą? Człowiek pracuje, płaci podatki, współtworzy fundusze dla emerytów (bo przecież mój ojciec czy dziadek dostaje emeryturę na bieżąco, a nie z kasy, którą składał 30-40 lat temu); to jeden z powodów, dla których Europa potrzebuje imigrantów. Czemu taki człowiek nie może mieć głosu w sprawach swojej dzielnicy czy gminy?

Wiemy dobrze, że integracja jest sprawą lokalnej polityki. Tylko ta może dać sensowne wyniki.
Pewnie, że państwo kreuje politykę migracyjną, proponuje rozwiązania systemowe i instytucjonalne, ale prędzej czy pożniej, do władzy lokalnej należy właściwa praca. Dlatego, że integracja to przede wszystkim terenowa sprawa.

Bariery integracyjne można rozmontować, wyrzucić krzywe płoty, obniżyć niektóre. To pozwoli imigrantom poczuć się komfortowo. Ten komfort jest człowiekowi potrzebny, wtedy zupełnie inaczej podchodzi do ludzi, co pozwala poczuć się częścią nowego miejsca. Przecież o to się rozchodzi w integracji.

Skomentuj

Aktualności

Nowa Szkoła Wielokulturowa w Krakowie – otwarta rekrutacja

Dodał: | 13 czerwca 2018 | środa | g. 15:54
Szkoła Wielokulturowa im. Kazimierza Nowaka w Krakowie prowadzi rekrutację na rok szkolny 2018/19 do klas ogólnodostępnych od I do III oraz do klasy przygotowawczej dla uczniów cudzoziemskich nieznających języka polskiego. 
Czytaj dalej >
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.