Dodał: |
Aktualizacja: |

Uważaj na urząd skarbowy bardziej niż na policję – tak mi kiedyś powiedział dobry znajomy. Po latach wydaje mi się, że zapomniał on dodać, że poza tym nikt jeszcze nie wygrał z ZUS-em. Nie miałem pojęcia, co to za instytucja. Brzmi to dziwnie, ale tak było. Nigdy nie byłem zatrudniony na etacie. Rozsądek szeptał: „Chłopie, co to emerytura ZUS-owska dla imigranta?”. 

Ponad pięć lat temu złapałem zły pociąg w biegu. Czasem tak jest, kiedy człowiek się spóźnia, ale wiedząc, z którego peronu rusza jego pociąg. Miał być kierunek do Zakopanego. Okazało się, że to był ekspres do ZUS-u. Tak się zaczęły schody, okropna gimnastyka finansowo-ubezpieczeniowa.

 

Zawsze mnie dziwiło, dlaczego ubezpieczenie jest obligatoryjne. Czemu człowiek nie może się ubezpieczyć tam i tylko tam, gdzie chce. Albo na przykład zostawić kasę na koncie, do wykorzystania w razie potrzeby chorobowo-wypadkowej. Z drugiej strony wiele rzeczy robi się „z urzędu”. Tak jest zawsze, gdy zakres czegokolwiek określają paragrafy i ustawy.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych. ZUS. Dostaję alergii na sam – jakże popularny – skrót. ZUS nie jest zuchem. Nie wszyscy artyści wiedzą, że ich występy są traktowane przez ZUS jako działalność gospodarcza. Wystarczy być na liście artystów Ministerstwa Kultury (żadne: NIP, REGON, księgowość jak w typowej działalności gospodarczej). W moim przypadku ZUS kazał zapłacić za lata wstecz. Nagle skumulowała się poważna kwota (szkoda, że to nie totolotek). Nawet raty nie pomogły, bo przepisy nie pozwalają rozłożyć spłaty na dłużej niż pięć lat. To się nazywa „dobrowolne” ubezpieczenie zdrowotne! Fundusz ubezpieczeń społecznych, ubezpieczenie zdrowotne, fundusz pracy… Nie pamiętam, ile razy wypełniłem cyferkami i dużymi literkami kwadraciki pod tymi formułami brzmiącymi jak mantra.

Przez kilka dni zastanawiałem się, czy nie zgłosić się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Naprawdę coś nie grało w tej sprawie. Jednak sentymenty imigranta do ziem nadwiślańskich wzięły górę: nie zrobię nic złego temu miejscu, które mnie tak fajnie przyjęło kilka dobrych lat temu. Przecież kiedy jakaś sprawa trafia do międzynarodowych instytucji, to zawsze jest to pewna forma antypromocji tego kraju. Trzeba płacić, choć zasadność wezwania ze strony ZUS-u pozostawia wiele do życzenia. Później jednak sprawa, na wniosek ZUS-u, i tak trafiła do Komisji Europejskiej po tym, jak złożyłem wniosek o abolicję tego długu. Już widzę w połowie roku 2014 końcówkę schodów, chyba że to wreszcie końcowa stacja owego pociągu, o którym pisałem na początku. W tym miejscu zawieszam prywatną historię.

Myślę o tym, by wykorzystać moje sześcioletnie doświadczenie: kontakty, spotkania, odwołania, prośby o rozłożeniu na raty w ZUS-ie. Zebrać wszystko elegancko i jeździć po Polsce na spotkania ze studentami zagranicznymi i imigrantami. Po prostu poprowadzić takie warsztaty, na których powiem o tym, jak nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Tak naprawdę ZUS i urząd skarbowy siedzą w tej samej niedostępnej loży.

Student czy imigrant (ten już pracujący) musi się ubezpieczyć. Oczywiście na początku ważniejszą sprawą są kwestie wizy i legalizacji pobytu. Oto oficjalny komunikat ZUS-u: „Jeśli ktoś ubezpiecza się dobrowolnie, musi po zawarciu umowy dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego z oddziałem wojewódzkim NFZ sam zgłosić w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS)”. I właśnie tak zrobiłem kilka lat temu, sądząc, że dopiero w tamtej chwili zacznę płacić. Okazało się, że ZUS, nawet nie wiedząc o mnie, już liczył kasę. Tego imigranci powinni uniknąć. Szkoda nerwów, ciągle pustego konta osobistego i niepotrzebnych rat. pogadam z nimi o ubezpieczeniu zdrowotnym. Podobne spotkania, warsztaty, panele na pewno będą przydatne szczególnie tym, którzy odpowiadają tylko za siebie (bez dzieci, małżonka i póki co zdrowym). Ta grupa prawdopodobnie nie interesuje się specjalnie sprawami ubezpieczenia.

Sądzę, że warsztaty na tematy: dlaczego ubezpieczenie społeczne jest ważne, jak i gdzie można się ubezpieczyć w Polsce, czy i jak można sprawdzić, czy pracodawca ubezpieczył pracownika (szczególnie ważne dla piłkarzy niższych lig), jakie przysługują świadczenia z tytułu ubezpieczenia społecznego, jak przyznawane są emerytury i renty, będą bardzo przydatne. Nawet ZUS mógłby być zainteresowany oddelegowaniem fachowca, który odpowie na pytania młodych imigrantów. Ktoś musi im wytłumaczyć, że opłaca się płacić składki. Ciekaw jestem, jaki procent imigrantów bierze pod uwagę perspektywę emerytury w Polsce. Zachorowania czy wypadki mogą się wydarzyć dziś, jutro. Emerytura to maraton. Nie zawsze myślimy o tym, co będzie za 20 czy 30 lat.

Mimo wszystko jest jedna uprzywilejowana grupa cudzoziemców, która nie podlega ubezpieczeniom społecznym. Są to obywatele państw obcych (te słowa lepiej brzmią niż imigrant, choć to właśnie definicja cudzoziemca!), których pobyt w Polsce nie ma charakteru stałego i którzy są zatrudnieni w obcych przedstawicielstwach dyplomatycznych, urzędach konsularnych, misjach specjalnych lub instytucjach międzynarodowych. Studenci uczelni państwowych problem z głowy. Na każdej uczelni jest sympatyczna osoba (dziekan do spraw studentów), która pomaga w zagadnieniach socjalnych. Gorzej z imigrantami „klasycznymi”, pracującymi nieformalnie, np. na bazarach. Ciekaw jestem, jaki jest poziom świadomości imigrantów na temat ZUS-u.